Pracownicy Teatru Fredry w Gnieźnie w poniedziałek zorganizowali spotkanie z mediami, na którym wyrazili swoje obawy dotyczące oskarżeń o przemoc w placówce. Dali do zrozumienia, że czują się ofiarami manipulacji i ostracyzmu, a ich przyszłość zawodowa może być zagrożona. W związku z opublikowanymi informacjami pojawiły się wątpliwości dotyczące rzeczywistego przebiegu zdarzeń.
Oskarżenia w mediach
Wszystko zaczęło się we wrześniu 2024 r., gdy „Gazeta Wyborcza” opublikowała artykuł zatytułowany „Kiedy trwa próba, budzą się demony. Aktorzy teatru w Gnieźnie oskarżają męża dyrektorki o przemoc”. Artykuł wskazywał na rzekome przypadki przemocy, których miał się dopuścić aktor Roland Nowak. Wśród oskarżających znalazła się aktorka teatru, Martyna Rozwadowska, co spowodowało szeroką reakcję zarówno lokalnych, jak i ogólnopolskich mediów.
Audyty i kontrole
Po licznych publikacjach w teatrze zdecydowano się na przeprowadzenie audytu, którego wnioski, opublikowane przez dyrekcję, kwestionowały zarzuty dotyczące powszechnych zachowań przemocowych. Zawarto w nich stwierdzenie, że „na pewno nie występują powszechne zachowania o charakterze przemocy psychicznej czy fizycznej”. Równocześnie, kontrolę w placówce przeprowadziła Państwowa Inspekcja Pracy.
Oświadczenie zespołu
Pod koniec stycznia zespół teatralny wydał oświadczenie, w którym większość pracowników potwierdziła, że sytuacje przedstawione w mediach nie są prawdziwe. Mimo tego, Martyna Rozwadowska podtrzymała swoje stanowisko i ponownie wyraziła przekonanie, że w teatrze miały miejsce przypadki przemocowe.
Skutki medialnych oskarżeń
Uczestnicy poniedziałkowego spotkania podkreślali negatywne konsekwencje medialnego nagłośnienia rzekomej przemocy. Maria Spiss, konsultant artystyczny teatru, zaznaczyła, że sytuacja ta doprowadziła do ostracyzmu w środowisku oraz może zrujnować dorobek całego zespołu. Podkreśliła, iż teatr zyskał na znaczeniu pod kierownictwem dyrektor Joanny Nowak.
Bogdan Ferenc zwrócił uwagę na sposób przedstawienia sprawy przez media. Zaznaczył, że nie wszystkie głosy w zespole popierają oskarżenia, a jedynie Martyna Rozwadowska była zdecydowanym krytykiem. Jego zdaniem, w mediach ukazano zniekształcony obraz sytuacji w teatrze.
Internetowy hejt i reakcja zespołu
Maria Spiss mówiła o ostracyzmie i negatywnej reakcji w sieci, która dotknęła pracowników teatru, oskarżających ich o popieranie przemocowych zachowań. Wskazała, że zespół nie bronił wyłącznie oskarżonego, ale zaprzeczał sytuacjom przemocy w Teatrze Fredry.
Sytuacja wywołała wśród pracowników poczucie zagrożenia oraz manipulacji. Wojciech Kalinowski podkreślił, że cała dotychczasowa praca i osiągnięcia teatru są w niebezpieczeństwie. Obawy dotyczą również przyszłości placówki oraz reputacji, która została nadwyrężona w efekcie medialnych doniesień.
Stanowisko Martyny Rozwadowskiej
W rozmowie z PAP Martyna Rozwadowska podtrzymała swoje wcześniejsze twierdzenia o doświadczeniach związanych z przemocą w teatrze. Wskazała na konflikty wewnętrzne oraz potencjalne efekty swojego zwolnienia przez dyrekcję placówki, które również będą badane sądownie. Zaznaczyła, że wiele osób w teatrze obawia się otwarcie mówić o zaistniałych zdarzeniach z uwagi na obawę przed utratą pracy.
Podsumowanie sprawy
Sytuacja w Teatrze Fredry w Gnieźnie pozostaje napięta. W miarę jak oskarżenia o przemoc w dobie mediów społecznościowych i otwartego dialogu wywołują kontrowersje, przyszłość zespołu oraz całej instytucji staje pod znakiem zapytania. Pozostaje jedynie obserwować dalszy rozwój sytuacji oraz reakcje ze strony odpowiednich instytucji.



