Jeszcze pięć lat temu mało kto wróżył roślinom strączkowym tak spektakularny wzrost. Dziś to już trend, który zmienia oblicze polskiego rolnictwa. Powierzchnia upraw strączkowych wzrosła pięciokrotnie, a produkcją zajmuje się już blisko 100 tysięcy rolników. To efekt unijnych dopłat, ekoschematów i rosnącego zapotrzebowania przemysłu paszowego. W tle – walka o uniezależnienie się od importu genetycznie modyfikowanej śruty sojowej.
O dynamicznym rozwoju sektora mówił we wtorek na posiedzeniu sejmowej podkomisji Wojciech Wojtyra, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii w Ministerstwie Rolnictwa. Jak wskazał, Polska jest dziś samowystarczalna pod względem produkcji surowców na cele paszowe – z jednym, kluczowym wyjątkiem: komponentów wysokobiałkowych.
Rekordowe zbiory i rosnące areały
W 2024 roku krajowa produkcja roślin strączkowych pastewnych na ziarno sięgnęła 659 tysięcy ton – to najwyższy wynik w ostatnim dziesięcioleciu. W ocenie resortu to efekt długofalowego trendu zwiększania podaży krajowego białka paszowego oraz odpowiedzi rolników na zachęty finansowe.
Obecnie stosowane są dwie formy wsparcia: płatność do roślin strączkowych na ziarno (879,96 zł/ha w 2025 r.) oraz do roślin pastewnych (430,18 zł/ha). Łączna pula środków wypłaconych w latach 2015-2025 z tytułu dopłat do upraw wysokobiałkowych wyniosła około 3,67 miliarda złotych.
Ponad 60 proc. wszystkich upraw strączkowych w Polsce to łubin. Ale prawdziwą gwiazdą ostatnich dwóch lat stała się soja.
Soja – nowy gracz na polskich polach
Jeszcze w 2023 roku powierzchnia uprawy soi w Polsce była niewielka. Dziś to już blisko 100 tysięcy hektarów – dwa razy więcej niż dwa lata temu. Udział soi w uprawach strączkowych wzrósł z 6 proc. do 20 proc.
– Soja jest rośliną, której nie da się wykorzystać bez przetworzenia, co sugeruje, że mamy do czynienia z rozwojem przetwórstwa – podkreślił Tomasz Figurski, dyrektor Departamentu Płatności Bezpośrednich w MRiRW.
Średni plon soi to 2,3-2,5 tony z hektara, co oznacza, że w bieżącym sezonie zbiory mogą sięgnąć nawet 230 tysięcy ton.
Import wciąż dominuje
Mimo dynamicznego wzrostu, Polska wciąż pokrywa jedynie niewielką część krajowego zapotrzebowania na białko paszowe. Niedobory uzupełniamy importem – przede wszystkim śruty sojowej. W sezonie 2023/24 jej import przekroczył 3 miliony ton, a w kolejnym sięgnął 3,7 miliona ton.
Aż 90-92 proc. sprowadzanej do Polski śruty sojowej pochodzi z soi genetycznie modyfikowanej. Głównymi dostawcami są Argentyna i Brazylia. Coraz ważniejszym źródłem staje się jednak Ukraina, która produkuje soję niemodyfikowaną genetycznie. W 2024 roku Ukraina była trzecim największym dostawcą tego surowca do Polski.
Walka z GMO i czas na zmiany
Od 2006 roku w Polsce obowiązuje ustawa zakazująca stosowania pasz GMO, ale z długim okresem przejściowym. Obecnie pasze modyfikowane genetycznie mogą być używane do 1 stycznia 2030 roku. To czas, który resort rolnictwa chce wykorzystać na dalsze uniezależnienie się od importu.
Programy wsparcia, dopłaty i rosnące zainteresowanie rolników pokazują, że kierunek jest dobry. Pytanie, czy w ciągu najbliższych lat uda się zbudować na tyle silny sektor produkcji rodzimego białka, by zastąpić choć część gigantycznego importu z Ameryki Południowej. Na razie – jak mówią sami rolnicy – „strączkowe” wróciły na polskie pola i czują się tu coraz lepiej.



