Ponad 70 ulic, na których woda pitna płynie rurami z azbestu i ołowiu – taki obraz wyłania się z interpelacji radnego Arkadiusza Masłowskiego. Choć miejscy urzędnicy uspokajają, że parametry wody są w normie, radny nie zamierza odpuszczać. Jego zdaniem mieszkańcy oczekują dziś czegoś więcej niż tylko „uspokajających komunikatów”.
Sprawa ciągnie się od miesięcy. W maju 2025 roku Masłowski zadał prezydentowi miasta pytanie o lokalizację przyłączy wodociągowych wykonanych z azbestu i ołowiu. Otrzymał listę ponad 70 ulic, na których takie instalacje nadal funkcjonują. Od alei Marcinkowskiego, przez ulicę Sienkiewicza, Kłeckowską, Wrzesińską, aż po osiedle Orła Białego.
Wówczas okazało się, że miasto nie posiada żadnego planu wymiany tych przyłączy. Żadnego harmonogramu, programu ani konkretnych działań.
„To nie tylko uspokajanie”
W najnowszym zapytaniu radny skupił się na ołowiu. Z odpowiedzi, którą otrzymał, wynika, że nie ma już w Gnieźnie magistrali ani całych sieci ołowianych. Problem dotyczy wyłącznie pojedynczych przyłączy – głównie w najstarszej, centralnej części miasta.
Wskazane ulice to m.in. 3 Maja, Bolesława Chrobrego, Dalkoska, Dąbrówki, Grzybowo, Jana Kilińskiego, ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego, Lecha, Mieszka I i Warszawska. Pojedyncze przyłącza występują także przy Poznańskiej, Witkowskiej, Wrzesińskiej i Zaułku.
Przedsiębiorstwo Wodociągów uspokaja: badania jakości wody nie wykazują przekroczeń dopuszczalnych parametrów. Jak tłumaczą eksploatowane przewody wytworzyły naturalną warstwę osadów mineralnych, która ogranicza kontakt wody z ołowiem.
– To tyle, jeśli chodzi o odpowiedź – komentuje sucho Masłowski. – Natomiast sam fakt, że w Gnieźnie wciąż znajdują się przyłącza wykonane z ołowiu, należy traktować poważnie i długofalowo.
„Oczekują realnego zamknięcia tematu”
Radny zapowiada, że będzie apelował o systematyczne planowanie wymiany ołowianych przyłączy. I podkreśla, że wielu mieszkańców nie zadowala się dziś zapewnieniami, że „parametry są w normie”.
– Oczekują realnego zamknięcia tematu – mówi wprost Masłowski. – Ołowiane przyłącza to relikt przeszłości. Mamy 2026 rok i standardy bezpieczeństwa powinny odpowiadać współczesnym oczekiwaniom oraz wiedzy. Nawet jeśli obecnie nie ma przekroczeń norm, to kierunek powinien być jeden – całkowite wyeliminowanie takich rozwiązań z infrastruktury miejskiej.
Problem jest tym bardziej palący, że w maju ubiegłego roku miasto przyznawało, że nie ma żadnego planu wymiany instalacji z azbestu i ołowiu. Minął prawie rok, a konkretów wciąż brak. Czy tym razem głos radnego skłoni władze do działania? Mieszkańcy ulic z „pojedynczymi przyłączami” czekają na ruch ze strony ratusza.



