Prawie pół wieku temu Polskę sparaliżowała legendarne „zima stulecia”. Zasypane drogi, pękające szyny, zamarznięte miasta i bezradność władz PRL stały się symbolem tej wyjątkowej próby. Z tamtego czasu pochodzi też gorzki żart: „Nam nie trzeba Bundeswehry, bo wystarczy minus cztery”.
1979: Śnieg, który zatrzymał kraj
Klęska zaczęła się w sylwestra 1978 roku od gwałtownych opadów śniegu, którym towarzyszył siarczysty mróz: -21°C w Warszawie, -26°C na Podlasiu. Wiatr sięgający 50 km/h tworzył wielometrowe zaspy, które zasypywały wszystko zaraz po odśnieżeniu.
Zamarł transport: Centralny Zarząd Dróg Publicznych wyłączył z ruchu 36 tys. km dróg, pociągi stały z kilkunastogodzinnymi opóźnieniami, a na Bałtyku wiatr uniemożliwiał pracę portów. Do legendy przeszło zdjęcie PAP Andrzeja Rybczyńskiego, na którym warszawiacy wspólnie pchają autobus utknięty w zaspie przed hotelem Bristol.
Bezradność władz i wojskowy język propagandy
Choć rząd zebrał się na nadzwyczajnym posiedzeniu już w Nowy Rok, a w elektrociepłowniach pracowano na pełnych obrotach, system był niewydolny. Ciepło marnowało się przez nieszczelne instalacje w blokach. W telewizji, mającej monopol na informację, trwała „walka z żywiołem”, co dla ludzi brzmiało jak groteska. Apel wojewody katowickiego, by korzystać z komunikacji miejskiej, został odebrany jako ponury żart, gdyż autobusy praktycznie nie kursowały.
Głównym bohaterem państwowej propagandy stali się górnicy, którzy mieli wydobyć „dodatkowe tony węgla”. Cenzura ukrywała prawdziwą skalę tragedii – według oficjalnych danych z powodu mrozów zmarło 14 osób, choć rzeczywista liczba była prawdopodobnie wyższa.
Wcześniejsze „zimy stulecia”: 1963 i 1987
Paradoksalnie, poprzednia „zima stulecia” miała miejsce zaledwie 17 lat wcześniej, w 1963 roku. Wówczas do odśnieżania ulic w Katowicach użyto nawet czołgów. Premier Józef Cyrankiewicz zaapelował wtedy do górników o pracę w niedziele przez dwa miesiące, aby „zaspokoić bezwzględnie” brak węgla.
Ostatnią tak ekstremalną zimę w czasach PRL odnotowano w 1987 roku. Styczniowe mrozy sięgały nawet -40°C przy gruncie (Białystok), a średnia temperatura miesiąca była najniższa od początku XX wieku.
Wspomnienia tych zim pokazują nie tylko siłę żywiołu, ale także słabość scentralizowanego systemu, którego propaganda, mimo militarnego języka, nie mogła ukryć przed społeczeństwem. Gorzki wierszyk o Bundeswehrze i mrozie stał się jednym z najtrwalszych komentarzy do tamtych wydarzeń.



