Chrystus w koronie cierniowej i podpis: „Kiedy próbujesz wykąpać kota”. Średniowieczna grafika religijna w konwencji internetowego mema – to właśnie ta ekspozycja w Muzeum Początków Państwa Polskiego wywołała burzę, która z Gniezna przetoczyła się przez całą Wielkopolskę. Kuria mówi o „bólu i braku szacunku”, muzeum tłumaczy się artystyczną wizją, a samorząd województwa zapowiada kontrolę. Część środowisk artystycznych bije na alarm: to zamach na autonomię kultury.
Wystawa „Re: średniowiecze. 1000 lat, 1000 wersji” miała pokazywać, jak epoka ta jest obecna we współczesnej kulturze – od historiografii po memy internetowe. Jak czytamy w opisie ekspozycji, średniowiecze to „epoka dynamiczna, ciągle na nowo interpretowana” . I rzeczywiście – okazała się dynamiczna bardziej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać.
Głos zabrała gnieźnieńska kuria metropolitalna. W oświadczeniu wydanym we wtorek ks. Remigiusz Malewicz, rzecznik archidiecezji, przekazał „głębokie zaniepokojenie sposobem wykorzystania wizerunków oraz obrazów chrześcijańskich” .
– Dla osób wierzących przedstawione obrazy nie są jedynie elementem kulturowego przekazu, lecz stanowią wyraz najgłębszych prawd wiary oraz przestrzeń przeżycia duchowego. Wykorzystywanie ich w kontekście humorystycznym budzi ból oraz poczucie braku należnego szacunku – czytamy w stanowisku kurii .
Duchowni zastrzegli przy tym, że szanują wolność twórczości artystycznej i autonomię instytucji kultury. Jednocześnie przypomnieli, że „wolność wyrazu wiąże się z odpowiedzialnością za słowo i obraz” .
Muzeum: nie chcieliśmy obrażać, usuwamy prace
Jeszcze tego samego dnia muzeum zareagowało. W oficjalnym oświadczeniu podkreślono, że autorka prac jest znawczynią średniowiecznej ikonografii, a intencją twórców nie było nikogo obrażać czy ośmieszać. Wystawa miała ilustrować, jak współczesny język komunikacji – memy – rezonuje z estetyką epoki.
Muzeum przypomniało przy tym, że średniowieczni skrybowie i iluminatorzy sami umieszczali na marginesach ksiąg religijnych sceny komiczne, groteskowe czy wręcz rubaszne . To jednak nie przekonało krytyków.
– Rozumiemy, że taka prezentacja może budzić skrajne emocje. Wsłuchując się w głos naszych odbiorców, uszanowaliśmy ich zdanie i memy wzbudzające najwięcej kontrowersji usunęliśmy z wystawy w porozumieniu z twórczynią – poinformowała placówka .
Samorząd prosi o wyjaśnienia
Muzeum Początków Państwa Polskiego jest instytucją kultury samorządu województwa wielkopolskiego. W środę głos w sprawie zabrał urząd marszałkowski. Rzeczniczka Anna Parzyńska-Paschke zapowiedziała, że samorząd zwróci się do dyrektora muzeum o szczegółowe wyjaśnienia dotyczące procesu przygotowania wystawy i reakcji na krytykę .
Zastrzegła jednak, że to dyrektor instytucji odpowiada za prezentowane treści, a organizator nie ma kompetencji do cenzurowania wystaw, o ile mieszczą się one w zatwierdzonym programie działania. A ten – jak przekazała rzeczniczka – zakładał jedynie ogólnie wystawę o „percepcji najwcześniejszych dziejów naszej państwowości w kulturze współczesnej” .
„Gniezno nie może stać się miejscem narodzin cenzury”
W obronie autonomii muzeum stanęła grupa odbiorców, twórców i miłośników kultury związanych z Gnieznem. W liście otwartym do marszałka województwa apelują o nieuleganie „sztucznie podsycanej atmosferze skandalu” i uszanowanie niezależności instytucji kultury.
– Sprzeciwiamy się próbom wywierania nacisku medialnego i politycznego na instytucje kultury. Nie zgadzamy się, by pod naciskiem radykalnych grup i środowisk politycznych dziedzictwo Gniezna stawało się brzemieniem lub narzędziem dyscyplinującym – piszą sygnatariusze .
I dodają: – Gniezno jest miejscem narodzin polskiej państwowości, ale nie może stać się miejscem narodzin cenzury.
Autorzy listu przyznają, że można dyskutować, czy wszystkie prace były warte ryzyka, czy nie należało zastosować ostrzeżeń dla zwiedzających. Jednak ich zdaniem skala medialnej wrzawy jest nieproporcjonalna, a jej skutkiem może być zastraszenie twórców i narastająca autocenzura.
List można podpisać TUTAJ.
Politycy dołączają do dyskusji
Sprawą zainteresował się także radny sejmiku wojewódzkiego Łukasz Grabowski, który zapowiedział złożenie interpelacji do zarządu województwa . To sygnał, że dyskusja o granicach wolności artystycznej w instytucjach publicznych może trafić na polityczne salony.
W tle całej sprawy pozostaje pytanie, które od lat powraca przy okazji podobnych kontrowersji: gdzie kończy się wolność twórcza, a zaczyna obraza uczuć religijnych? I czy instytucje finansowane ze środków publicznych mogą pozwolić sobie na ekspozycje, które część odbiorców odbiera jako drwinę z ich wiary?
Muzeum usunęło prace, ale dyskusja – jak widać po liście otwartym i reakcjach polityków – dopiero nabiera tempa. A Gniezno, kolebka polskiej państwowości, stało się areną sporu o to, jak dziś opowiadać o historii, by nie urazić współczesnych.



