Miał być ponadpartyjny sukces, jest polityczny spór. Do Sejmu trafił projekt ustawy depenalizującej posiadanie do 15 gramów marihuany oraz hodowlę jednej rośliny. Inicjatywa od lat wypracowywana była w ramach parlamentarnego zespołu ds. depenalizacji marihuany, ale do laski marszałkowskiej złożyli ją samodzielnie posłowie klubu Centrum. Pozostali członkowie zespołu – z KO, Lewicy i Polski 2050 – czują się oszukani i zawłaszczeni.
– Czuję się oszukany. Zrobili to, by prędko pokazać swoją sprawczość – mówi PAP poseł Adam Gomoła (Polska 2050), członek zespołu.
„Zrobili to dla korzyści politycznej”
Gomoła nie kryje rozczarowania. Jego zdaniem posłowie Centrum, którzy odeszli z Polski 2050, chcieli w ten sposób udowodnić, że nowy klub jest skuteczny i potrafi działać. – Projekt był gotowy od dawna. Czekaliśmy na odpowiedni moment. Oni postanowili działać na własną rękę – dodaje.
Podobnie sytuację ocenia posłanka Lewicy Anita Kucharska-Dziedzic. – Myślę, że członkowie zespołu parlamentarnego ze wszystkich klubów zachowają się przyzwoicie i nie będzie jakichś reperkusji związanych z tym, że zostali oszukani. To jest duże słowo, ale w jakiś sposób tak – mówi.
Posłanka KO Klaudia Jachira (Zieloni) również nie kryje żalu. O złożeniu projektu dowiedziała się po fakcie. – Nie mam nic przeciwko temu, że ta ustawa została złożona, bo dla mnie to sprawa jest najważniejsza. Krytykuję koleżanki i kolegów, którzy nie dali znać pozostałym członkom zespołu, że składają projekt, tak byśmy mogli się pod nim wszyscy podpisać – mówi.
Jej zdaniem posłowie Centrum zrobili to dla „korzyści politycznej, żeby pokazać, jaki ten nowo utworzony klub jest świetny”.
Centrum: chcieliśmy przełamać impas
Ewa Szymanowska z klubu Centrum broni decyzji swojego ugrupowania. – Naszym celem nie było zawłaszczenie ponadpartyjnej inicjatywy, lecz przełamanie politycznego impasu wokół niej – mówi PAP.
Przypomina, że do złożenia projektu ustawy potrzeba podpisu 15 posłów, czyli dokładnie tylu, ilu należy do klubu Centrum. Pozostali członkowie zespołu musieliby uzyskać zgodę szefów swoich klubów. – Projekt był gotowy przez ponad pół roku, a podpisów pod nim nie było. Myśmy to podpisali i złożyli – argumentuje.
– Teraz rolą każdego posła i posłanki, która pracowała w zespole, jest to, by przekonać swoich kolegów i koleżanki z klubu do poparcia projektu. Tak naprawdę nikt nie będzie pamiętał, kto ten projekt złożył. Ludzie będą pamiętać tylko to, kto zagłosował za – dodaje.
Co w projekcie?
Projekt zakłada depenalizację, czyli rezygnację z karalności, za posiadanie do 15 gramów marihuany oraz uprawę jednej rośliny. To rozwiązanie, które od lat budzi skrajne emocje. Zwolennicy wskazują na doświadczenia innych krajów i argumenty medyczne. Przeciwnicy, na ryzyko normalizacji zażywania narkotyków i wzrost dostępności.
Gdzie reszta koalicji?
Polska 2050 nie zamierza blokować samej idei depenalizacji. Adam Gomoła zapowiada jednak poprawki – jego zdaniem 15 gramów w przestrzeni publicznej to już nie użytek rekreacyjny, ale „biznesplan dla drobnej przestępczości”. Lewica chce umożliwienia uprawy trzech roślin zamiast jednej.
KO ma podzielone zdania, w klubie słychać głosy zarówno za, jak i przeciw. Zieloni są zdecydowanie za.
Konfederacja? Podzielona. Wolnościowe skrzydło (Nowa Nadzieja Sławomira Mentzena) popiera projekt. Narodowcy Krzysztofa Bosaka – są przeciwni.
PiS mówi „nie”. Część PSL również.
Co dalej?
Projekt trafił do Sejmu. Przed nim pierwsze czytanie, prace w komisji i głosowania. Czy uda się go uchwalić? Wiele zależy od tego, czy koalicja rządząca znajdzie wspólny język. Póki co, zamiast merytorycznej debaty, mamy polityczne przepychanki o to, kto pierwszy podłożył projekt pod laskę marszałkowską. A to, co miało być ponadpartyjnym sukcesem, na razie wygląda jak zwykła polityczna wojenka.



