To, co działo się za zamkniętymi drzwiami podczas wewnątrzpartyjnych wyborów, teraz trafia na wokandę. Bartosz Romowicz, poseł Polski 2050, wysłał przedsądowe wezwanie do Pauliny Hennig-Kloski, żądając publicznych przeprosin. Źródłem sporu są zarzuty, które ministra klimatu postawiła mu w mediach – o rzekome zatajenie informacji o toczącym się postępowaniu sądowym.
Romowicz nie pozostawił sprawy bez odpowiedzi. W piśmie skierowanym do Hennig-Kloski (obecnie już poza partią, w nowym klubie Centrum) domaga się sprostowania „nieprawdziwych informacji” i przeprosin na Facebooku, Instagramie oraz platformie X. Wyznaczył termin: 27 lutego.
– Informacja o rzekomym „zatajeniu” przeze mnie informacji o toczącym się z moim udziałem postępowaniu sądowym nie polega na prawdzie. Moje wypowiedzi oraz działania podjęte w trakcie procesu weryfikacji kandydatów były w pełni transparentne – cytuje posła Polska Agencja Prasowa.
Jak tłumaczy Romowicz, w ankiecie wypełnianej przed wyborami w 2023 roku wyraźnie zaznaczył, że toczy się wobec niego postępowanie z oskarżenia prywatnego (art. 216 Kodeksu karnego). Sprawa – jak podkreśla – była wówczas w toku pierwszej instancji. O wszystkim miał też osobiście informować marszałka Sejmu i Kancelarię Sejmu po objęciu mandatu.
Spór ma jednak drugie dno. I to znacznie głębsze.
„Chroni osobę skazaną prawomocnym wyrokiem”
Aby zrozumieć, skąd wzięły się oskarżenia, trzeba cofnąć się do początku lutego. Sąd Okręgowy w Krośnie prawomocnie skazał Romowicza za znieważenie radnej Anny B. . Sprawa ciągnęła się od 2022 roku, gdy Romowicz – wówczas burmistrz Ustrzyk Dolnych – w ostrych słowach zwrócił się do radnej podczas sesji. „Jest pani perfidnie bezczelna i chora na moim punkcie” – miał mówić, sugerując też, że radna i jej syn go prześladują .
Sąd uznał, że poseł przekroczył granice. Zasądzono karę grzywny i nawiązki. I choć Romowicz zapewnia, że partię informował, Hennig-Kloska twierdzi co innego. – Pan poseł Romowicz zataił, że ma sprawę w sądzie – powiedziała w rozmowie z Business Insiderem, dodając, że poseł „powinien zostać usunięty z partii, a już tym bardziej z kierownictwa klubu” .
Co więcej, Hennig-Kloska oskarżyła nową szefową partii Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz o to, że specjalnie wstrzymała zmiany personalne w partii, by chronić Romowicza. – Jak widać, chroni ona osobę skazaną prawomocnym wyrokiem na stanowisku pierwszego wiceprzewodniczącego klubu – stwierdziła ministra .
Tło: Wojna o władzę w Polsce 2050
Cały konflikt to jednak tylko jeden z odłamów znacznie większej wojny, jaka od miesięcy toczy się w partii Szymona Hołowni. Wszystko zaczęło się od wyborów na nowego szefa ugrupowania po tym, jak Hołownia ogłosił, że nie będzie się ubiegał o reelekcję i zamiast tego spróbuje sił w wyścigu o fotel Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców (ostatecznie bez powodzenia) .
Do walki o przywództwo stanęło początkowo siedmioro kandydatów, w tym Romowicz, który jednak szybko się wycofał. „Nie chciałem, w przeciwieństwie do innych kandydatów, budując swój kapitał polityczny do wygrania przywództwa w Polsce 2050, zniszczyć Polski 2050” – tłumaczył w liście do członków partii .
W pierwszej turze najwięcej głosów zdobyły dwie ministry: Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz (277) i Paulina Hennig-Kloska (131) . W drugiej turze zwyciężyła Pełczyńska-Nałęcz. I to właśnie wtedy zaczęły wychodzić na jaw wszystkie animozje.
Hennig-Kloska i jej stronnicy – wśród których wymieniano Ryszarda Petru, Joannę Muchę i europosła Michała Koboskę – mieli zawrzeć nieformalny sojusz, nazwany „kwartetem”, którego celem było zablokowanie Pełczyńskiej-Nałęcz . Ona sama zaprzeczała: – Oczywiście to jest jakiś mit, mam wrażenie, stworzony przez sztab koleżanki w celach co najwyżej polaryzacyjnych – mówiła w Tok FM .
Rozłam
Kulminacją napięć było ogłoszenie przez Hennig-Kloskę wraz z grupą parlamentarzystów odejścia z Polski 2050 i powołanie nowego klubu parlamentarnego o nazwie Centrum. Deklarację przystąpienia złożyło 15 posłów i 3 senatorów z dotychczasowego klubu Polski 2050 oraz jeden europoseł.
Romowicz, który pozostał w partii, nie szczędził gorzkich słów pod adresem odchodzących. – Jeżeli ktoś nazywa nas Solidarną Polską 2050, to niech nie będzie miękiszonem, tylko wyjdzie. Od słów do czynów jest daleka droga. Nie widziałem rezygnacji Hennig-Kloski, Petru czy Leo, ani nikogo innego. Niech to zrobią. Nie wiem, na co czekają – mówił w Polskim Radiu 24 .
Teraz były już partyjni koledzy spotkają się, być może, na sali sądowej. Jeśli Hennig-Kloska nie przeprosi do 27 lutego, Romowicz zapowiada podjęcie dalszych kroków prawnych. A w partii, zamiast spokoju po rozstaniu, robi się coraz bardziej nerwowo.



