„Nie mamy waszego miksu energetycznego, nie mamy żadnego Zielonego Ładu, nie mamy żadnych OZE, sr-OZE. My mamy nasz miks węglowy” – grzmiał w sobotę w Krakowie kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek, wzywając do wypowiedzenia unijnego systemu handlu emisjami (ETS). W poniedziałek w Gnieźnie odpowiedziała mu ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. I nie pozostawiła złudzeń: wyjście z ETS oznaczałoby wyjście Polski z Unii Europejskiej.
– Z tego co wiem, nie ma na to ani zgody Polek i Polaków, ani rządu. Nie ma i nie będzie – powiedziała stanowczo szefowa resortu klimatu, pytana przez dziennikarzy podczas spotkania w Gnieźnie.
ETS2 do poprawki, ale nie do odrzucenia
Hennig-Kloska przyznała, że politykę europejską trzeba zmieniać tak, by lepiej odpowiadała na potrzeby poszczególnych krajów. I zapewniła, że właśnie to robi od dwóch lat jako ministra. Celem jej działań jest m.in. zmiana dyrektywy ETS2, która ma objąć systemem handlu emisjami gospodarstwa domowe opalające domy węglem.
– Chcemy zmniejszyć wpływ tej dyrektywy na ich rachunki oraz oddalić w czasie jej wejście, by mieć więcej czasu na transformację tych gospodarstw, inwestując w wymianę kopciuchów – tłumaczyła.
Przypomniała, że Komisja Europejska w połowie tego roku ma przedstawić zmianę legislacyjną, która będzie rewizją ETS2. – Czekamy na ten dokument, by włączyć się w prace nad nim – dodała.
„Baron węglowy ma solarny dach”
Minister odniosła się także do ujawnionej przez media informacji, że Przemysław Czarnek – zagorzały krytyk OZE – sam posiada instalację fotowoltaiczną, którą kupił dzięki państwowemu wsparciu. Polityk PiS przyznał to w rozmowie z Radiem Zet, ale jednocześnie nazwał fotowoltaikę „kompletnie nieopłacalną” i zapowiedział, że w pewnej perspektywie zdemontuje panele.
– Baron węglowy ma solarny dach. Taką hipokryzję dzisiaj się prezentuje: z jednej strony sam czerpie zyski z zielonej transformacji, by obniżyć rachunki za prąd, a innym mówi, że to się nie opłaca – skomentowała Hennig-Kloska.
Zaapelowała do polityka PiS, by nie działał wbrew logice i ekonomii. – Transformacja energetyczna opłaca się i widać to również na rachunkach osobistych pana Przemysława Czarnka. Mam nadzieję, że tylko na potrzeby uprawiania polityki nie zdemontuje tej fotowoltaiki – powiedziała.
Co z dotacjami?
Pytana, czy w przypadku demontażu paneli Czarnek będzie musiał zwrócić dofinansowanie, minister zastrzegła, że nie wie, z jakich dokładnie dopłat korzystał. Zaznaczyła jednak, że „przyzwoitość nakazywałaby, żeby oddać środki publiczne”, jeśli trwałość projektu nie zostanie dochowana.
Czarnek: panele nie są potrzebne
Sam Przemysław Czarnek w Radiu Zet podtrzymał swoje stanowisko. Przyznał, że fotowoltaika jest „mniej inwazyjna niż wiatraki”, ale – jak mówił – „kompletnie nieopłacalna”. Jego zdaniem OZE przyczynia się do wysokich cen energii w Polsce.
– Kiedy fotowoltaika produkuje mi prąd, to i tak wszystkie nasze elektrownie muszą być w pełnej gotowości, i tak za nie wszyscy płacimy. To jest bez sensu – argumentował.
Zapowiedział, że w pewnej perspektywie zdemontuje panele, bo „nie byłyby one w ogóle potrzebne, gdyby energia bazowała na tym, co mamy” – czyli na węglu.
90 proc. redukcji emisji do 2040 roku
Spór o ETS i OZE toczy się w momencie, gdy Unia Europejska zaostrza politykę klimatyczną. 5 marca kraje członkowskie zatwierdziły nowy cel: redukcję emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. do 2040 roku w stosunku do poziomu z 1990 r. Jednocześnie przesunięto wejście w życie systemu ETS2 z 2027 na 2028 rok.
Dla Polski to czas intensywnych negocjacji i poszukiwania kompromisu między ambicjami klimatycznymi a społeczną i gospodarczą rzeczywistością. I jak pokazuje poniedziałkowa wymiana zdań – także czas politycznej konfrontacji.



